Nagle, coś zaskrzypiało. Monika otworzyła jedno oko, a potem drugie. Zobaczyła, że jej koc, ten sam, który jeszcze przed chwilą ogrzewał jej małe ciało, zaczął delikatnie unosić się w powietrzu. Nie był to zwykły koc, to było jasne. Jego wzory, zazwyczaj spokojne i stonowane, teraz mieniły się delikatnym, srebrzystym blaskiem. Monika, choć trochę zaskoczona, nie poczuła strachu. Zamiast tego, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a jej brązowe oczy rozszerzyły się z ciekawości. Wyciągnęła rękę, próbując dotknąć unoszącego się materiału. Czuła delikatne mrowienie w opuszkach palców, jakby koc był naładowany maleńkimi iskierkami. Jej serce zaczęło bić szybciej, ale nie ze strachu, lecz z ekscytacji. To było coś nowego, coś magicznego, czego nigdy wcześniej nie doświadczyła.